Pomiary prototypów i premiera nowego eksponatu w Muzeum Motonostalgia

Dodano dnia: 24/08/2026

W pierwszą niedzielę sierpnia w Muzeum Motoryzacji Motonostalgia w Nieborowie k. Łowicza miało miejsce niespotykane jak dotąd wydarzenie. Właściciel kolekcji Wojciech Bury zaprosił wszystkich pasjonatów na pomiary mocy ciągników prototypowych, które zorganizował we współpracy z firmą AgroEcoPower.

Pikanterii całemu wydarzeniu dodawał fakt, że wspomniano o tym, że o godzinie 12.00 zaprezentowana zostanie niespodzianka. Znając skuteczność w pozyskiwaniu ciekawych eksponatów przez właściciela, można było się spodziewać czegoś wyjątkowego. W ustawionym na placu rzędzie ciągników pozostawało puste miejsce pomiędzy Ursusem U-310, a U-610 co mogło sugerować, że pokazany zostanie model U-510. Kilka tygodni wcześniej na grupach dyskusyjnych obiegła informacja, że został przez jednego pasjonata nabyty tego typu ciągnik w zadziwiająco dobrym stanie – więc osoby znające temat zaczęły podejrzewać, że jednak zmienił on zdanie i odsprzedał swój egzemplarz do Nieborowa. Prawda okazała się nieco inna, ale o tym później.

Na pierwszy „ogień” do testów poszedł ciągnik, o którym niewiele wiadomo. Można powiedzieć, że jest to konstrukcja bardzo zbliżona do Ursusa 202, ale jednak oparta na fabrycznej tylnej części ciągnika, a nie uproszczonej i głęboko zmodyfikowanej jak w przypadku tego pierwszego. Miał się pojawić w muzeum konstruktor silników, które były w tych ciągnikach zamontowane, ale niestety ze względów zdrowotnych nie udało mu się dotrzeć. Być może byłaby to okazja, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Tak czy owak ciągnik roboczo nazwany podczas pomiarów „203” został sprawdzony jako pierwszy i pomiar pokazał ok. 29 KM. Uwagę zwracał fakt, że silnik praktycznie nie dymił podczas pracy pod obciążeniem. Być może gdyby poddać ponownej regulacji pompę wtryskową pod kątem dawki – udałoby się osiągnąć zakładaną moc zbliżona do 34 KM.

Jako drugi został zmierzony Ursus 202 i tutaj spodziewano się podobnego wyniku jak podczas spontanicznego pomiaru na zlocie w Golubiu Dobrzyniu, gdzie uzyskał 23 KM. Wówczas jednak pomiar nie do końca był miarodajny z uwagi na brak wskazań obrotomierza, który w między czasie został naprawiony. Tym razem moc oscylował w granicach 21 KM. Warto dodać, że każdy z ciągników poddawany był przynajmniej 3 próbom, a silniki przed pomiarem zostały nieco wcześniej uruchomione, aby mogły uzyskać temperaturę odpowiednią do pracy pod obciążeniem. W przypadku modelu 202 nie podejmowano kolejnych prób z uwagi na rozszczelnienie się króćca chłodnicy i spowodowany tym ubytek wody w chłodnicy.

Następnie przyszła kolej na ciągnik w tym towarzystwie zwyczajny, ale jednak na swój sposób wyjątkowy. Bowiem ten egzemplarz C-330 został przez Wojciecha Burego złożony z części w latach osiemdziesiątych i był następnie wykorzystywany bardzo intensywnie w firmie, gdzie brał udział m.in. w testach opryskiwaczy i procedurze docierania układów hydraulicznych. Jego sercem był silnik z partii silników „na eksport”, a więc spodziewano się po nim nadzwyczajnie dobrych parametrów. Jak się okazało udało się z niego „wydusić” niecałe 28 KM – silnik ten jednak nie był nigdy jeszcze remontowany.

Premiera Ursusa U-510

W samo południe nastąpiło coś, na co wielu z nas oczekiwało. Właściciel wjechał na teren muzeum niedawno zakupionym ciągnikiem Ursus U-510. Dotąd było to jedyne brakujące ogniwo w kolekcji serii prototypowej U, która obecnie jest kompletna. Muzeum w Nieborowie jest jedynym miejscem na świecie, gdzie można jednocześnie obejrzeć wszystkie 4 modele, przy czym Wojciech Bury posiada jeszcze dodatkowo niekompletnego U-710 i kolejną U-310. Coś co wydawało się niemal nie do zdobycia, po wielu miesiącach starań doszło do skutku. Właściciel nie ukrywał tego jak wielką radość sprawił mu ten zakup.

Oczywiście od razu po omówieniu najnowszego nabytku przystąpiono do jego zbadania. Chwilę wcześniej do próby podstawiono muzealnego Ursusa U-310, ale niestety mimo kilku prób nie udało się uzyskać prawidłowej pracy wałka odbioru mocy pod obciążeniem – a to uniemożliwiło dokonanie pomiaru. Ciągnik nigdy wcześniej nie był pod tym kątem testowany, więc nikt nie miał pojęcia o jego wadliwej pracy. Z podobnym problemem jak się okazało borykają się U-610 i U-710 – mimo tego, że układ załączania WOM jest tam całkiem inny, oparty na hydraulice.

Wracając jednak do Ursusa U-510, spełnił on oczekiwania legitymując się praktycznie fabrycznie deklarowaną mocą na poziomie 45 KM. To pokazuje jak dużo stracono przekreślając plany wprowadzenia serii zunifikowanych ciągników U do produkcji, a decydując się na licencję Massey Ferguson.

Ursus C-355 chłodzony powietrzem?

Owszem, ciągnik oznaczony symbolem C-350F został wyposażony w silnik chłodzony powietrzem. Taka „ciekawostka”, mimo symboliki nawiązującej do eksportowej wersji Ursusa C-4011, oparta była w zasadzie na modelu C-355. Podczas pierwszych prezentacji tego ciągnika w Internecie wiele osób podejrzewało, że „siedzi” w nim czechosłowacki silnik Slavia, który jest do złudzenia podobny. Jak się jednak okazało w relacji Wojciecha Burego – różni się m.in. podstawą filtrów oleju – typową dla Zetorów. Natomiast ten egzemplarz ma typowe wyjście na filtr znany z C-355 czy C-360. Ponadto zgodnie z relacją firmy przeprowadzającej jego remont, wewnątrz podzespoły takie jak np. korbowody są z Ursusa. Mimo tego, że z zewnątrz trudno dostrzec różnice, to po przyjrzeniu się z bliska widać nieco inaczej wyprofilowaną maskę, obecność osłon i napędu wentylatora. Dźwięk silnika również jakby inny niż w wersji chłodzonej cieczą.

Ursus, który nie udaje Greka

W kolekcji muzeum znajduje się także ciągnik Ursus C-325, który od nowości pracował w Grecji. Po wielu latach trafił znów do Polski, a jego stan wskazuje znikomą ingerencję w jego mechanizmy i dość dobrze zachowane detale charakterystyczne dla tego modelu. Wszyscy byli ciekawi jaki wynik uzyska ciągnik, który być może nie przechodził jeszcze nigdy remontu kapitalnego, a wyprodukowano go ponad 60 lat temu. Mimo tego, że jego silnik dobrze odpala, a jego dźwięk sprawia wrażenie „zdrowego” – finalnie udało się z niego wykrzesać jedynie blisko 15 KM z fabrycznych 25, a moment obrotowy wyniósł 46 Nm. Przy tym należy zaznaczyć, że pomiary wykonywane poprzez wałek odbioru mocy zawsze obarczone są pewnego rodzaju błędem, gdyż każda przekładnia pochłania nieco mocy, a przeważnie deklarowane przez fabrykę wartości dotyczyły mocy silnika, a nie mierzonej na WOM. Nie mniej jednak pomiar był bardzo widowiskowy.

Mała roszada

Z uwagi na to, że nie udało się zmierzyć wszystkich ciągników serii U, postanowiono przygotować na szybko inne ciekawe egzemplarze, co wymagało dokonania małej reorganizacji w ustawionych ciasno ciągnikach. Tym sposobem „wydobyto” Ursusa C-362 4P z czterocylindrowym silnikiem marki Perkins, a także dwa ciekawe trzycylindrowce. Bowiem pod nazwą C-342 kryły się dwa podobne, ale jednocześnie różniące się diametralnie egzemplarze ciągników. Pierwszym z nich był model wyposażony w polski prototypowy silnik i z charakterystyczną, inaczej stylizowaną maską. Drugim był również egzemplarz oparty na tylnej części ciągnika C-335, ale z 3-cylindrowym silnikiem Perkins. W tym porównaniu zauważono wyraźną przewagę polskiej konstrukcji. To kolejny dowód na to, że błędem było zaniechanie rozwijania polskich konstrukcji ciągników, jak i samych silników – które jak widać nawet po latach zaskakują mocą i kulturą pracy. Problemem w zielonym C-342 okazał się poślizg sprzęgła – jest ono powiem zbliżone konstrukcją do sprzęgła starego typu z C-325/C-328 i być może nie do końca jest w stanie przenosić momentu obrotowego mocniejszego silnika.

Największy Ursus nas rozczarował

Na koniec do próby doprowadzono chwilę wcześniej uruchomionego Ursusa 1634. Ten największy w kolekcji Ursus nieco rozczarował właściciela i obserwujących. Mimo kilku prób, nie udało się „wydusić” więcej niż blisko 127 KM i 495 Nm. Moc nowego silnika tego ciągnika powinna oscylować w okolicach 160 KM – nie mniej jednak należy znów wziąć pod uwagę to co napisałem wcześniej – straty mocy z uwagi na opory pracy przekładni.

Tym samym zakończyła się akcja pomiarowa połączona z premierą Ursusa U-510, ale właściciel kolekcji zapowiedział, że to jeszcze nie jest jego ostatnie słowo. W wolnym czasie zostaną poddane przeglądowi Ursusy U-310, U-610 i U-710, głównie pod kątem przekładni i wałka odbioru mocy, a następnie przy jakiejś okazji również zostaną przetestowane. Trzymamy kciuki!

Paweł Rychter

 

 

 

 

Zobacz więcej na