XIII Beskidzka Rajza Starymi Traktorami

Dodano dnia: 02/07/2026

W dniach 12-14 czerwca 2026 roku odbyła się 13 Beskidzka Rajza Starymi Traktorami. W tej edycji trasa wiodła na zachód – z Podkarpacia do Małopolski w okolice jeziora Rożnowskiego.

Piątek

Wyjazd nastąpił o godzinie 7.00 rano tradycyjnie z Odrzechowej. Pogoda nie rozpieszczała – dziewiętnastu traktorzystów jechało raz w słońcu, a raz w strugach deszczu. Dopiero koło południa przestało padać. Niestety jeden z ciągników w tym dniu zaliczył poważną awarię. Urwany korbowód wyleciał przez blok silnika. Ciągnik musiał zostać na pobliskim gospodarstwie skąd zabrała go laweta dwa dni później. Pechowy traktorzysta kontynuował Rajzę na ławeczce innego ciągnika. Piątkowa trasa wiodła z Odrzechowej przez Biecz do Filipowic koło Zakliczyna. Razem do przeejechania było około 120 km.
Ja w tym roku nie wyjeżdżałem ze wszystkimi z Odrzechowej ciągnikiem Ryśka, tylko pojechałem swoim ciągnikiem prosto do Filipowic. Miałem do przejechania tylko 45km więc prawie jak 'rzut beretem’. Dotarłem na miejsce o godzinie 15, natomiast reszta ekipy jadąca z Podkarpacia dotarła godzinę później.
Gościł nas kolega Kazek, który ma w Filipowicach „Kolekcję Rzeczy Znalezionych Moto-Sklipek”. Była to nasza pierwsza wizyta w tym miejscu, więc sporo osób było zaskoczonych dużą ilością eksponatów w takim niepozornym miejscu. Kolekcję tworzy kilkanaście traktorów, podobna ilość samochodów oraz trudna do policzenia ilość rowerów i motocykli. Jednych i drugich jest dobrze ponad sto sztuk. Niepowtarzalny klimat uzupełniały najróżniejsze eksponaty z epoki jak podnośniki, wiertarki ręczne, wszelakie narzędzia warsztatowe, tablice z budynków, miniaturowe samochodziki, lalki, breloczki, schematy budowy różnych podzespołów, a nad tym wszystkim wisiały sztandary z PRLu. Wisienką na torcie jest Jelcz Ogórek oraz holownik na bazie tegoż pojazdu – obydwa w pełni sprawne i nadające się do jazdy.
Miejsce to posiada niepowtarzalny klimat, jednak jest dość ciasno. Chociaż podejrzewam że niedługo się to zmieni, bo właściciel buduje kolejną halę.
Na zwiedzanie mieliśmy około 2 godzin, po czym zostawiliśmy traktory i pojechaliśmy Kazkowym Ogórkiem na noclegi do Gródka nad Dunajcem. Po drodze wstąpiliśmy do restauracji Moto-Sklipek Bistro w Paleśnicy, gdzie zjedliśmy zacny obiad. Nasza dziewiętnastoosobowa ekipa zajęła prawie wszystkie miejsca. Miejscówkę szczerze polecam – porcje są słuszne, a klimat lokalu jest PRL-owo motoryzacyjny. Pojedzeni udaliśmy się Ogórkiem w dalszą drogę do Gródka nad Dunajcem, gdzie nad samym zalewem mieliśmy wynajęte domki na nocleg. Tradycyjnie był też czas na długie rozmowy do późna w nocy.

Sobota

W nocy padał deszcz, więc od rana mieliśmy pewne obawy co do czekającej nas pogody – zwłaszcza Ci co nie mieli kabiny ani żadnego daszku, czyli większość. Po śniadaniu zapakowaliśmy się do Ogórka i w lekkim deszczu pojechaliśmy z powrotem do Filipowic. Jechaliśmy krętymi drogami przez las. Gdy dojechaliśmy do traktorów przestało padać, od razu zrobiło nam się raźniej. Plan na dzisiejszy dzień przewidywał okrążenie jeziora Czchowskiego i Rożnowskiego.
Po porannym przeglądzie maszyn pojechaliśmy do Zakliczyna, gdzie trwał akurat jarmark. Okrążyliśmy więc rynek wzbudzając niemałe zainteresowanie przechodniów, po czym pojechaliśmy na pobliską stację benzynową zatankować traktory. Następnie udaliśmy się do Melsztyna zwiedzić tamtejszy zamek, a konkretnie jego niedawno odbudowaną wieżę z której roztaczał się piękny widok na dolinę Dunajca. Poza odbudowaną wieżą reszta zamku to niestety ruiny. Z Melsztyna pojechaliśmy do Jurkową, skąd mieliśmy do przejechania spory odcinek po drodze krajowej nr 75 – zapewne ku niezadowoleniu użytkowników innych pojazdów.
Po krótkim czasie zjechaliśmy w Czchowie obejrzeć Park Militarny z czołgiem T72 oraz Basztę w Czchowie. Na placu pod basztą można było obejrzeć repliki maszyn oblężniczych oraz spróbować zakucia w dyby – na co chętnych nie brakowało. Taka refleksja – po długiej jeździe traktorem nawet średniowieczne kary człowiekowi niestraszne 😉 Po zejściu z powrotem do parku skorzystaliśmy z miejscowej kawiarenki „Miód i Wanilia”. Od rana zdążyło się zrobić gorąco, więc lody i zimne napoje smakowały nam wybornie.
Po tym krótkim wypoczynku pojechaliśmy znów na DK75 i zachodnim brzegiem Dunajca przemieszczaliśmy się w kierunku Nowego Sącza. Pojechaliśmy przez Łososinę Dolną obok lotniska, dalej przez Just i przed Tęgoborzem na parkingu urządziliśmy sobie postój na grilla. Wszyscy byliśmy już mocno głodni, bo pierwsze karkówki z klubowego grilla „Żarłoka” zniknęły zanim dobrze się upiekły. Po około godzinie zaspokajania głodu ruszyliśmy w dalszą drogę. Pogoda znów zaczęła płatać figle. Na horyzoncie pojawiła się idąca w naszą stronę burzowa chmura. Po chwili kto nie miał kabiny ten musiał znosić wiatr sypiący kurzem w oczy i kropiący deszcz. Przed Wielogłowami skręciliśmy z krajówki w drogę powiatową wiodącą na północ w kierunku Dąbrowy wschodnim brzegiem Dunajca. Zrobiliśmy szybki postój, aby ubrać cieplejsze ubrania i peleryny po czym skręciliśmy do wsi Zbyszyce. Zmiana kierunku jazdy pozwoliła nam uciec przed burzową chmurą i peleryny na szczęście okazały się niepotrzebne. Po przejechaniu kilku kilometrów znów świeciło słońce.
Zbyszyce to niewielka miejscowość, która została w większości wysiedlona, a jej tereny zalane przez wody Jeziora Rożnowskiego. Zatrzymaliśmy się tam pod lokalnym kościołem z XV wieku. Zaskoczony naszym przyjazdem ksiądz przyszedł i zaproponował poświęcenie traktorów oraz zwiedzanie kościoła. Ochoczo skorzystaliśmy z obydwu propozycji.
Następnie czekał na nas jeszcze ostatni etap sobotniej trasy. Nad samym brzegiem jeziora Rożnowskiego przez Lipie do gródka nad Dunajcem z powrotem na te same noclegi. Tam czekała nas ostatnia w tym dniu atrakcja czyli rejs statkiem po jeziorze Rożnowskim na zaporę i z powrotem. W jedną stronę płynęliśmy około pół godziny. Od kapitana statku dowiedzieliśmy się dużo nie tylko o samej zaporze, ale także o tym jak wyglądała jej budowa w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Jak się okazało dziadek kapitana statku był w czasach niemieckiej okupacji robotnikiem przymusowym przy budowie zapory. Pracował tam wraz z własnym koniem i furmanką.
Po powrocie z rejsu akurat przyjechał obiad ze sprawdzonego dzień wcześniej Moto-Sklipek Bistro , a później znów był czas na wieczorną posiadówę.

Niedziela

Większośc nocy znów padało, ale rano pogoda się poprawiła. Przestało padać, a zaczęło wyglądać słońce. Po śniadaniu trzeba było spakować rzeczy na traktory i zbierać się do drogi powrotnej. Wyjazd był dość wcześnie ponieważ chłopaki mieli ponownie 120km do przejechania. Ja zaś bezstresowo przysłowiowy rzut beretem, czyli 45km. Wyjechaliśmy po godzinie 9 rano, a z tego co się dowiedziałem ekipa z Podkarpacia dojechała do Odrzechowej po godzinie 17 bez żadnych awarii i przygód. Pogoda na powrocie też dopisała.

Kolejna Rajza planowana jest na ostatni weekend września 2026 roku.

Więcej zdjęć znajdziecie w obszernej galerii TUTAJ.

Michał 'Sebright’ Kurowski

Zobacz więcej na